O tym jak zostałem prawdziwym Mikrusiarzem…

You are currently viewing O tym jak zostałem prawdziwym Mikrusiarzem…
fantazja....
  • Post author:
  • Post category:Nowości

O mikrusie marzyłem chyba najdłużej. Najtrudniej było go też kupić, bo z nim jest zazwyczaj tak, że najpierw trzeba kogoś namówić do jego sprzedaży.
Pierwszego znalazłem przy ul. Asfaltowej na Warszawskim Mokotowie .  A powiedział mi o nim kolega Piotr Gasek, który mieszkał nieopodal. Niestety mikrus był w bardzo złym stanie, choć jak zapewniał właściciel nie miał wcale dużego przebiegu(zdjęcia autorstwa Lesia ze strony graty.art.pl) Był rok 2001 a Ja miałem wtedy jakieś 13 lat i nie byłem wiarygodnym kupującym, a tata jakoś nie czuł mięty do mikrusa (z reszta chyba do dziś).

Następna okazja pojawiła się dzięki uprzejmości znajomego, który to wspierał mnie wielokrotnie w poszukiwaniu mikrusów oraz służy dobrą radą (ja z kolei ja zaraziłem go zainteresowaniem jego rodzinną syreną  103).   W Ursusie kupiłem mocno zdekompletowane żółte nadwozie mikrusa, który był dawcą dla innych. Był rok 2007, a ja nie widziałem szans na jego poskładanie do kupy i się z nim rozstałem. Poszedł na podkarpacie i został wymieniony za oryginalnego kabrioleta, którego teraz  remontuje Ludek (zdjęcia żółtego robił jego syn kolegi Michał ).

Nadszedł rok 2012 a w międzyczasie miałem różne ciekawe lub mniej zakupy motoryzacyjne, lecz mikrusa nie trafiłem…    Znalazłem w necie zdjęcie mikrusa którego kiedyś chciałem kupić i napisałem o tym fakcie do tego znajomego.
Traf chciał, że miał on akurat na zbyciu takie brzydkie kaczątko z silnikiem od malucha.  Szybka decyzja, 2 godziny i mikrus zajechał do domu… Tylko zapomniałem powiedzieć żonie, więc ona też będzie kolejnym wrogiem mikrusa;)

W ten wóz włożyłem naprawdę sporo pracy, najpierw jego uruchomienie, potem dotoczenie dystansów do przegubów, gdyż wycinał się wieloklin. Następnie namówiłem Grzanka, aby wykonał mi kołpaki i zderzaki z laminatu.
Potem było przerabianie foteli z malucha aby wyglądały jak mikrusowe.

Podczas moich zmagań, odwiedziła mnie moja młodsza siostra i gdy tylko ujrzała mikrusa to zapragnęła właśnie nim pojechać do ślubu. Termin niedługo a wóz w rozsypce;)  ale udało się ! Kolejnym etapem była naprawa deski rozdzielczej w której było dodatkowo uwaga 20 dziur! Hubert to pospawał, Morales po szpachlował a znajomy pomalował i pospawał też felgi;)    Opony o bardzo zbliżonym rozmiarze, czyli 4.00×10 kupiłem podczas delegacji w Hrubieszowie. Tak tak, wszelkie agromy czy agromasze są naprawdę pomocnymi sklepami.

Mikrusem zaliczyłem wiele imprez, lecz jednak drażnił mnie zainstalowany silnik ze 126p, a jak wszyscy wiedzą maluchów nie trawię… Dlatego wciąż myślałem o innym mikrusie. Zbiegło się to z tym, że męczył mnie jakiś człowiek z Włocławka abym mu sprzedał mikrusa. Pod 2 miesiącach uległem i zaprosiłem na jazdę próbną, no ale daleko nam było do porozumienia.  Ja już się psychicznie przygotowałem do sprzedaży… więc sprzedałem, a też  musiałem zbierać fundusze na garbatą…   Wóz trafił do znanego  w kujawsko-pomorskim motocyklisty Pana Grzegorza Trudzińskiego z Nakła nad Notecią.

cna

A ja po sprzedaży, nie mogłem się skupić na jeździe powrotnej do domu i całą drogę prowadził tata.
Nie spodziewałem się, że aż tak przeżyję sprzedaż… więc musiałem szybko coś kupić aby zacząć spać spokojnie…

Obecny mikrus pochodzi z roku 1959go.  Podłoga jest zrobiona kompleksowo, a nadwozie przygotowane do lakierowania. Mikrus będzie w kolorze wiśniowym, czyli w swoim oryginalnym. Sporo pracy będę miał jeszcze z chromami oraz pocerowaniem oryginalnej tapicerki, na której zachowaniu bardzo mi zleży.

 

Nawiązując do tytułu tego wpisu. Do tej pory miałem jeżdącego mirkusa, dzięki czemu mogłem aktywnie brać udział w wielu imprezach. Natomiast teraz jestem już jak każdy prawdziwy mikrusiarz… marzę że kiedyś nim wyjadę.