No i chyba złapali, bo by nie pojechali. Nie bez powodu rajd nosi taką właśnie nazwę. Otóż pierwszą próba na starcie, jest odpalenie zimnego silnika. A komu nie uda się to przez 10 sekund dostaje punkty karne. Ale wystartowali! Z centrum Kozienic tj. Ośrodka sportu i rekreacji. W strugach deszczu i błota, dzielni motorowerzyści nie poddawali się. Choć trasa wiodła przez wymagające tereny, nie raz wąskie i dziurawe kładki nad wartkimi strumieniami. Na mecie, czekał na nich morderczy crossowy wyścig, lecz start odbywał się w stylu le mans, gdzie kierowcy musieli dobiec do swych maszyn, odpalić je i pojechać. Walka była zacięta. Zauważyłem też, że wiele osób chyba nie do końca szanuje swoje pojazdy ( ja nie raz miałem dość, i może dlatego właśnie sprzedałem rodzinnego ogara 50 t-1?). emocje były niesamowite i udzielały się tez nam jako widowni. Na koniec rozdanie nagród oraz nagroda za najdalszy dojazd- Jawa 20 z okolic Rzeszowa( niesamowite!). Wprawdzie na rajd miałem jechać żukiem i zabrać schwalbę, ale jakoś się ekipa wykruszyła (a i ja byłem po udanym weselu kolegi) więc spakowałem motorynkę do sedana żony i ruszyłem. Nie żałuję, a za rok obiecuję sobie wystartować ! Gratulacje







