Mikrusa kupiliśmy jesienią 2016 roku. Od wakacji jest już jeżdżący i aktualnie wymaga tylko poskładania paru detali. Niestety z Warszawą tak łatwo nie jest. Wprawdzie okazała się naprawdę świetną bazą wyjściową, to jednak przysporzyła od groma pracy. Której chyba nie do końca się spodziewaliśmy ( a blacharz chyba też nie ). Z kompletacją detali poszło mi nad wyraz dobrze, aczkolwiek brakuje mi jeszcze hokejów i filcowych prowadnic szyb. Auto raczej nie będzie igła (taki remont przekroczył by mój dudżet pewnie z 10 krotnie). Planuje uzbroić ją we wszystkie możliwe elementy z epoki tzn. chromy i tapicerkę( uparłem się też na pozostawienie podsufitki-ku utrapieniu blacharza) gdyż nowa nie odda klimatu spatynowanego auta. A takie auta chyba lubię najbardziej. (niestety w przypadku mikrusa niebyło to możliwe 🙁 Mariusz obiecał skończyć warszawę do świąt-tylko nie wiem których,boże narodzenie w grudniu ) A potem nowa elektryka wraz z mikirusserwis i mozolne składanie w całość. Silnik jednak będzie dolny( u kolegi niedaleko łodzi jest on remontowany), choć do remontu pojechał też s21 aby był tak na zapas 😉
Warszawa się wlecze






