Niespodziewanie nadszedł czas na ruszenie naszego standarda 312/1. A to za sprawą naszego przyjaciela “Cymera”, który postanowił wraz z narzeczoną pojechać właśnie nim do ślubu. Wprawdzie starałem się ich odwieść od tego pomysłu bo nie chciało mi się odkopywać wozu spośród gratów i innych pajęczyn, którymi połączył się z ładą stojącą obok. Ale słowo się rzekło i kolegom się po prostu nie odmawia. Na moje odwieczne szczęście, przyjechał Źrałek i wraz z nim (i karcherem Andrzeja) wyszorowaliśmy wóz, aby zająć się pielęgnacją 52 letniego lakieru. po 6 godzinach wytężonej pracy efekt uważam za spektakularny. Niestety sen z powiek spędzał mi problem uruchamiania wozu. Jego 6 voltowa instalacja nastręczała zawsze dużo kłopotów(przez co wóz mało jeździ u nas). Tym razem, w ferworze walki wyrwałem stacyjkę i wóz jakby odzyskał chęć do jazdy. Potem jeszcze tylko jazda po nowy akumulator i gotowe! Z tego wszystkiego zapomniałem napompować koła i wóz średnio się prowadził. Państwo młodzi zasiedli wygodnie w aucie i byli nim oczarowani. W sumie to miłe uczucie, że znajomi doceniają pasję do starego żelaza. A swą życiową podróż zaczynają właśnie z moimi autami. I tu wielkie podziękowania dla pana młodego, dzięki któremu miałem motywację aby wyciągnąć auto i cieszyć się z jazdy nim. Bo przecież tak bardzo je lubię(takim samym jechałem do swojego ślubu). A wesele było wspaniałe 🙂















