Sobota rano, pierwszy deszczowy dzień i pobudka wcześnie rano. Ale warto się ruszyć bo przede mną 5 rajd ŻuKa. Mknę sobie 80-90 Bocznymi drogami- coś pięknego. Tyle się wyjeździłem tą trasą, więc tym razem wybrałem drogę przez Drwalew, Chynów, Krężel, Michalczew i się nie zawiodłem. Ruch mały, więc nie było stresu że znów mnie tir wyprzedza.
Pierwszy raz biorę udział w tej imprezie( choć raz już mój wartburg wraz z przyczepką bosto tam jechał) i od razu jako współorganizator. O 9 na rynku jest tłoczno, dużo jabłek żuków i żuli. Korzystając z jarmarku śniadaniowego zjadam pyszne naleśniki oraz placki z jabłkami. Wracając do mojego żuka zastaję w nim wesołe towarzystwo. Które jest nieco zaskoczone faktem, że żuk jest czyjąś własnością. Stoję i patrzę na nich a oni na mnie. Pytają czy mój wóz a ja ich czy zawsze ładują się do cudzych samochodów. W odpowiedzi słyszę, że to przecież żuk z OSP to im wolno, po czym szybko się oddalają… Chyba nic nie zginęło. Ale nauczka aby jednak zamykać auto. Moja próba na rajdzie będzie polegała na rozpoznaniu 4 odmian jabłek. Proszę jeszcze panią ze straganu, aby powiedziała mi które jest które i w drogę! Pierwsi na punkt zajeżdżają Jędrek i Andrzej, którzy nie są uczestnikami, a wpadli tylko posiedzieć ze mną na punkcie w szczerym polu ( dość niespodziewanie, ale to było bardzo fajne spotkanie). Zaczynają się zjeżdżać załogi. Generalnie są zachwyceni próbą i smakowaniem jabłek ( no może poza załogą małego fiata, która jest opryskliwa i nieprzyjemna- ich nie pozdrawiam). W dużym fiacie urwał się chlapak ( na szczęście moja skrzynka narzędziowa pomaga odkręcić resztki), z kolei w żuku zdechł komuś akumulator( a korby brak) Andrzej szybko wyciągnął mój akumulator i żuk uczestnika pojechał dalej. Po próbie zwijamy się na kemping w Warce. Bardzo przyjemne miejsce, ciepły obiadek i oczekiwanie na wyniki. Jeszcze tylko kilka rundek na motorynce( którą to zabrałem sobie na wszelki wypadek do żuka) a wszyscy chcą nią jeździć. Jednak jest już zdecydowanie za zimno na jednoślad. Rozdanie nagród a ja wracam po ciemku bocznymi drogami ( ach ta trylinka w Michalczewie) Aby nie narażać żuka, który jest raczej zawalidrogą i po ciemku tylko by drażnił spieszących wszędzie kierowców. To był bardzo udany dzień !
































































