Jak wiecie to na mikrusa chorowałem najdłużej, a było ich już kilka: /https://zabytkowe-samochody.eu/2016/12/06/o-tym-jak-zostalem-prawdziwym-mikrusiarzem/
Ten egzemplarz okazał się idealny, choć prace nad nim trawy półtora roku. Auto zakupiłem już wyspawane z rzekomo wyremontowanym podwoziem ( okazało się jednak, że przekładnia i hamulce są do luftu). Nadwozie zostało polakierowane na oryginalny wiśniowy kolor ( zazwyczaj zostawiam taki kolor, jaki dany egzemplarz akurat miał ).
Żmudnym wykonaniem instalacji elektrycznej oraz mechaniką zajął się wstępnie Roman ( podziękowania również dla żony która pomagała z rozprowadzeniem igielitu po aucie). Ja natomiast zająłem się finalnym składaniem i koordynowaniem wszystkich prac. A efekt końcowy można już podziwiać. Myślę, że jest on przysłowiową “wisienką na torcie” naszej kolekcji.
A co do eksploatacji: no to teraz zaczynam się dopiero uczyć auta i zobaczymy co taki motocykl na 4 kołach będzie potrafił. Trzeba poznać jego wszystkie szumy, brzęki i zgrzyty oraz zapachy( czy akurat nie pali się żaden kabel).







































