Tak często skandują ludzie na koncertach. Gdy jestem na takowym, jak np. ostatnio u Darii to wtedy się cieszę. Jednak gdy jestem na takim z którego chcę wyjść to żałuję. Jak wiecie niespecjalnie przepadam za wszelkiego rodzaju maluchami 126p. Tak było i tym razem. Jednak kolega zdołał mnie przekonać, że warto się zainteresować jego pierwszym w życiu samochodem. Bo gdzie on będzie miał lepiej jak nie w naszym muzeum? (tak tak, mamy własne muzeum ale o tym później).
Wóz zobaczyłem przykryty jakimiś łachmanami w ciemnym garażu, dodatkowo zastawiony jakimiś 2 innymi gratami. “To tam ?-tak on tam stoi, uwierz mi na słowo”… i uwierzyłem. Obejrzałem bez entuzjazmu bez podnoszenia gratów które na nim leżały i poszedłem. Tydzień później nerwowe negocjacje i wóz kupiony… Ale przecież ja nawet nie wiem jaki on ma kolor 🙂 A ciągle brakowało czasu aby bisa zabrać do nowego domu. W sobotę rano sadziliśmy drzewa a po południu była wystawa kotów i psów w Nadarzynie. W końcu wieczorem zdecydowaliśmy, że zabierzemy bisa. W czasie drogi nasz kolega(szczęśliwy zbywca bisa) zadzwonił, że jego polonez się rozkraczył i potrzebuje pomocy. Zerwał linkę maski i nie wiadomo o co chodzi. Szybko otworzyłem mu maskę i patrzę, pompa wody stoi dęba. Wóz na lawetę i do domu( domu poloneza oczywiście. Wiecie, też ich nie lubię) Potem krótkie tetris autami. Bo aby wyciągnąć bisa trzeba było: zrzucić z lawety poldka, wytargać landrovera( silnik stoi dęba) i peugeota- na szczęście odpalił. A na końcu bisek (w końcu widzę jak wygląda i myślę, że będą z niego ludzie). Maluch zaś nie odpala a przed garażem mamy już 2 nie jeżdżące auta, znów tetris i maluch jest na lawecie. upychamy wozy po kolei i odjeżdżamy. Dzięki za pomoc Tacie, Kornelowi. aha, ramka rejestracji zostaje… tak tak nie lubię ich w zabytkach, ale ten maluch już jest zabytkowy ( no niestety, takie czasy) to i ramka jest po prostu z epoki (!).











